33 złote medale, ponad ćwierć wieku, jeden nauczyciel z Gdyni — i jedna pomyłka, którą popełnia każda polska firma
24 kwietnia 2026 Netflix oficjalnie ogłosił, że nakręci pełnometrażowy film fabularny inspirowany historią Ryszarda Szubartowskiego — nauczyciela informatyki z III LO w Gdyni. Producentem filmowym jest Marek Kłosowicz (dFlights). Greg Peters z Netfliksa osobiście spotkał się z profesorem.
Na pierwszy rzut oka — kolejna patriotyczna informacja do udostępnienia przy porannej kawie.
Tylko że jeśli zatrzymamy się na poziomie “polski sukces”, przegapimy najważniejszą część tej historii.
Liczby, których nie da się zbyć przypadkiem
Liczby Szubartowskiego wykluczają zbieg okoliczności:
- 126 laureatów krajowych olimpiad informatycznych w ciągu ponad ćwierć wieku
- Niemal 40 reprezentantów Polski na międzynarodowych olimpiadach
- 60 medali międzynarodowych, w tym 33 złote
- Kluczowi ludzie w OpenAI: Jakub Pachocki (Chief Scientist, następca Ilyi Sutskevera), Szymon Sidor (kluczowy inżynier przy modelach GPT, w tym GPT-4), Filip Wolski (mistrz świata w programowaniu zespołowym)
Sidor wspomina, że gdy dołączał do OpenAI, na 50 osób w firmie było 10 Polaków — a kilku z nich z jednej klasy z III LO w Gdyni.
To nie jest historia o szczęściu. To historia o powtarzalnym systemie, który przez ponad ćwierć wieku produkuje światową ekstraklasę programistów — z publicznej szkoły, w mieście liczącym 250 tysięcy mieszkańców.
Paradoks, którego nikt nie chce zauważyć
A teraz robi się interesująco.
Polacy współbudowali to, co dziś nazywamy ChatGPT. Polskie MŚP w 2026 roku w przeważającej większości wciąż traktują AI jak coś egzotycznego, niedostępnego, “za drogiego”. Konsumujemy narzędzia zbudowane przez naszych rodaków — co miesiąc przelewając dolary amerykańskim platformom.
Skąd ta przepaść?
Odpowiedź — moim zdaniem — leży w samej metodzie Szubartowskiego. Bo “Wielki Szu” nie uczył programowania. On uczył sposobu myślenia, którego brakuje w zdecydowanej większości polskich firm.
Trzy zasady “Wielkiego Szu”, które działają poza salą lekcyjną
1. “Nie produkuj rzemieślników”
To zdanie Szubartowskiego brzmi prowokacyjnie — zwłaszcza w kraju, który szczyci się solidnym rzemiosłem. Ale chodzi o coś innego: o przesunięcie celu szkolenia.
Większość firm uczy ludzi sprawnie wykonywać znane procedury. Szubartowski uczył uczniów, jak rozwiązywać problemy, których nikt jeszcze nie rozwiązał — często włącznie z nim samym.
Praktyka dla MŚP: jeśli zatrudniasz człowieka po to, by robił to, co Ty już sam potrafisz — dostaniesz kopię siebie. Jeśli zatrudniasz go, by robił rzeczy, których Ty sam jeszcze nie umiesz — dostajesz dźwignię. To rozróżnienie jest banalne, a większość rekrutacji w polskich firmach wciąż gra na pierwszej zasadzie.
2. Uczenie się od siebie nawzajem zamiast wykładu z góry
W klasie Szubartowskiego większość lekcji prowadzili sami uczniowie — tłumaczyli sobie nawzajem trudniejsze zadania. Profesor nie stawiał się w roli wyroczni przy tablicy. Uczył ucznia, jak uczyć kolejnego ucznia.
Efekt? Wiedza się replikowała. Starsze roczniki wracały do szkoły, by uczyć młodszych. Kultura zostawała w organizacji nawet wtedy, gdy konkretni ludzie z niej odchodzili.
Praktyka dla MŚP: jeśli cała wiedza ekspercka siedzi w głowie założyciela albo jednego seniora — masz organizację jednostrzałową. Cenę, jaką płaci się przy każdym odejściu kluczowego pracownika, można obniżyć tanim systemem: wewnętrzne pokazy projektów, programowanie w parach, wzajemny mentoring między działami. Kosztują niewiele. Tworzą organizację, która uczy się sama.
3. Psychologiczne bezpieczeństwo jako warunek wstępny
Profesor mówi wprost, że nikogo nie namawia do odpowiedzi przy tablicy. Wystraszenie, ośmieszenie, udowadnianie czyjejś niewiedzy — uważa za drogę donikąd.
Brzmi miękko. Ale za tą miękkością stoi twarda obserwacja: bez psychologicznego bezpieczeństwa nie powstaje praca twórcza. A bez pracy twórczej nie ma AI, nie ma innowacji, nie ma rozwiązań, których konkurencja nie potrafi skopiować w miesiąc.
Praktyka dla MŚP: kultura “u nas się nie myli” zabija dokładnie ten typ myślenia, który jest dziś najwięcej wart na rynku. Jeśli Twoi najlepsi ludzie nie zgłaszają błędów, dopóki nie staną się katastrofą — to nie jest kwestia ich lojalności. To kwestia tego, co zrobiłeś z ostatnimi pięcioma osobami, które przyznały się do pomyłki.
Dlaczego to ma znaczenie właśnie teraz
Polskie MŚP w 2026 roku stoi przed jednym z najważniejszych pytań ostatniej dekady: jak zbudować wewnętrzną kompetencję AI, zamiast płacić za nią rok w rok zachodnim platformom.
Odpowiedź nie leży w wysłaniu zespołu na trzydniowy kurs ChatGPT. Leży głębiej — w tym, czy w Twojej firmie w ogóle da się myśleć inaczej. Czy ludzie mają przestrzeń na eksperyment. Czy uczą się od siebie. Czy wolno im powiedzieć “nie wiem”.
Szubartowski przez ponad ćwierć wieku udowadniał, że to się da zrobić nawet w polskim systemie edukacji — który jest, delikatnie mówiąc, niesprzyjający. Jeśli on dał radę w państwowym liceum z 17-latkami, to żaden CEO nie ma usprawiedliwienia: “u nas się nie da, bo branża, bo terminy, bo klienci”.
Pytanie na koniec
Netflix nakręci o profesorze film. Dostanie zasłużone uznanie globalne. Pojawi się fala postów na LinkedIn z hashtagiem #DumaPolska.
Ale prawdziwa lekcja będzie warta cokolwiek tylko wtedy, jeśli polscy przedsiębiorcy zaczną pytać siebie:
Który z moich ludzi mógłby być następnym Pachockim — i co konkretnie w mojej firmie sprawia, że jeszcze nim nie jest?
Igor Zakrzewski — masterjedi.pl. Buduję narzędzia AI dla polskich MŚP. Jeśli masz konkretny proces który chciałbyś zautomatyzować — napisz, zwykle umiem powiedzieć w 10 minut czy to ma sens i ile kosztuje.