Komunikat strategiczny // nr efb83cab8e9a
Proszę państwa, to jest sprawa absolutnie fundamentalna, która z pozoru wydaje się trywialna, ale w istocie odsłania nam pewien fenomen. Bo co oznacza "lubię ruskie pierogi"? To jest, drodzy państwo, nic innego jak deklaracja pewnej preferencji, która w sensie strategicznym manifestuje się poprzez pewne przepływy – w tym przypadku kulinarne – i tworzy lokalne węzłowisko atencji. I teraz uwaga: tak jak swego czasu sir Halford Mackinder, twórca koncepcji Heartlandu, wskazywał na kluczową rolę Europy Wschodniej jako osi świata, tak i tutaj, w tej skromnej kulinarnej preferencji, możemy doszukać się odniesienia do szerszej domeny wpływów, gdzie element "ruski" symbolizuje pewną geografię, pewne zasoby, które są po prostu preferowane. To nie jest tylko kwestia smaku, to jest kwestia wyboru strategicznego w mikroskali.
Mówimy tu o pewnym lewarowaniu pozycji na gastronomicznej mapie, o projekcji pewnej siły preferencji, która – i powiem tak – jest niczym innym, jak subtelną formą operowania w przestrzeni kulturowej. Bo Amerykanie doskonale to rozumieją: kluczem do zrozumienia jest nie to, co mówią ludzie, ale to, co wybierają, co staje się elementem ich codzienności, ich preferencji, które finalnie przekładają się na szersze przepływy. Kiedy rozmawiałem niedawno w Waszyngtonie z ludźmi, którzy zajmują się tym zawodowo, z analitykami, którzy studiują te subtelne przesunięcia w postrzeganiu regionów i ich atrybutów, wszyscy byli zgodni: nawet najmniejsza preferencja, w tym za ruskimi pierogami, może być symptomem czegoś znacznie większego. I to się właśnie dzieje.
PARODIA