Zbudowałem skaner giełdy w kilka dni. Test historyczny kazał wyłączyć połowę.
Day trading to najdroższy kurs psychologii, na jaki się zapiszesz.
Płacisz własnymi pieniędzmi za jedną lekcję: nie panujesz nad emocjami.
Też to znasz? Masz plan. Masz wykres. Wszystko się zgadza. A po dwóch transakcjach emocje przejmują stery i ręka sama klika — i znowu wtopa. Ciężko okiełznać własną głowę, prawda? Najtrudniejszy przeciwnik na giełdzie nie siedzi po drugiej stronie ekranu. Siedzi w fotelu.
Więc zbudowałem sobie narzędzie, żeby wyjąć z tej gry siebie. Żeby decyzję podejmowały zimne reguły, a nie nerwy o 23:00.
Nazwałem je Falochron. Przesiewa spółki, patrzy na rytm rynku i mówi tylko jedno: „popatrz tutaj — tu masz wejście, a tu się wycofujesz”. Nic nie kupuje za mnie. Powstało w kilka dni.
A potem zrobiłem rzecz, którą większość ludzi pomija. Zamiast się w nim zakochać — przepytałem je jak wroga.
Jedno pytanie, które rozłożyło narzędzie na łopatki
Wziąłem kilka lat notowań i ponad 4500 sytuacji z przeszłości. Postawiłem jedno pytanie: ile dałoby się na tym zarobić, gdyby ślepo słuchać narzędzia za każdym razem?
Odpowiedź: na każdą ryzykowaną złotówkę wyciągało średnio 14 groszy.
Skromnie, ale na plusie. Przez chwilę pomyślałem „działa”.
I tu jest pułapka. Bo te 14 groszy to była średnia z dwóch zupełnie różnych światów.
→ Na wzrostach: 82 grosze zysku z każdej ryzykowanej złotówki. Trafiałem w cztery wejścia na dziesięć — a przy ponad 1600 przypadkach to już nie jest przypadek.
→ Na spadkach: traciło. Na każdym wariancie, jaki sprawdziłem.
Dorzuciłem mądry filtr: „to gramy na spadki tylko wtedy, gdy cały rynek leci w dół”. Brzmi rozsądnie, prawda?
Wyszło gorzej. Tam traciło najwięcej — każde odbicie po drodze wyrzucało z pozycji, zanim rynek dokończył spadek.
Więc granie na spadki wyleciało. Na stałe. Z notatką w kodzie i datą — żebym za pół roku nie „odkrył” tego samego pomysłu drugi raz i nie zapłacił za tę lekcję naprawdę, własnymi pieniędzmi.

Najmocniej dostałem po głowie tam, gdzie byłem najbardziej dumny
Najdłużej dłubałem przy ocenie — wewnętrznym sicie, które każdej spółce dawało punkty od 0 do 100. To była moja duma. Logika, struktura, wszystko ładnie poukładane.
Sprawdziłem ją na jeszcze większej próbce, ponad 9000 sytuacji. I okazało się, że spółka z oceną 95 zarabiała mniej więcej tyle samo, co ta z oceną 65. Czasem nawet ta gorzej oceniona wychodziła lepiej.
Moja duma punktowała „ładną strukturę”. A nie odpowiadała na jedyne pytanie, które się liczy: czy to faktycznie zarobi.
Wyrzuciłem ją i zbudowałem od nowa — tym razem na tym, co naprawdę różnicuje wynik: na typie układu i oknie czasowym. Różnica między najlepszą a najgorszą grupą zrobiła się siedmiokrotna.
Powiem coś, czego nie usłyszysz od żadnego sprzedawcy sygnałów
W długim terminie zwykły, nudny indeks pobije to narzędzie. I dobrze.
W takich testach zresztą łatwo się oszukać — bo do próbki wchodzą głównie firmy, które przetrwały. Te, które po drodze upadły, znikają z danych i sztucznie podkręcają wynik. Wiem o tym i napisałem to czarno na białym w swoim raporcie, zamiast chować pod dywan.
To narzędzie nie jest od bicia rynku. Jest od jednego: pokazuje, gdzie się wycofać, zanim w ogóle kupię. Ryzyko ustalone z góry — zamiast „zobaczymy, jak pójdzie”.
Czyli dokładnie ta część, której emocje nigdy nie dowiozą.
Najlepsza wiadomość w całym projekcie
Cały ten test policzyłem w jakieś trzy godziny.
Trzy godziny zamieniły tygodnie gadania „czy to w ogóle działa” w jedną twardą odpowiedź. Brzmiała po części: „nie, w połowie nie działa”. I to była najlepsza wiadomość w całym projekcie.
Bo narzędzie, które nie działa, jest tanie. Złudzenie, że działa — kosztuje prawdziwe pieniądze.
I to nie jest morał tylko o giełdzie. Tak samo jest z każdym pomysłem na biznes, każdą funkcją w produkcie, każdą strategią marketingową, w którą się zakochujesz, zanim ją zmierzysz. Pomiar boli przez godzinę. Złudzenie boli miesiącami.
Powiedz szczerze: co budujesz teraz, czego jeszcze nie odważyłeś się zmierzyć?
Falochron to moje prywatne narzędzie, nie porada inwestycyjna. Opisuję proces budowy i wnioski z testów, nie zachęcam do żadnych konkretnych transakcji.
Masz pytanie — albo podobny problem u siebie?
Napisz do mnie. Odpowiadam osobiście, bez automatu. A jeśli wolisz porozmawiać — umów bezpłatną konsultację.